W piątek (7 marca) razem z moją Kasią wybrałem się na drugi dzień koncertów Wiosna Reggae 2008. Koncert odbył się w sali WTF w Wrocławiu. Na miejscu spotkaliśmy się z ekipą z forum RRR (matlus, Zbychowiec, rootsman, UFO których wcześniej nie znaliśmy oraz oczywiście ze znanym już weedmanem :) ).

Pierwszym z wykonawców był Bob One z ekipą z Wrocławia Tumbao Riddim Band. Akurat dobra rozgrzewka na początek. Ludzie dopiero się zbierali więc było bardzo kameralnie.

Po koncercie zrobiliśmy sobie wspólnie przerwę na piwko i na „fajkę”. Na „fajce” przed WTF spotkaliśmy znajomego z Woodstoku 2007, Timo, który wybrał się na koncert ale w roli fotografa i spijacza piwa (wtedy mówił chyba że wypił dopiero 12 piw) - ale jeszcze się trzymał!

Następnym z wykonawców był Habakuk. Wystąpił on z różnymi gośćmi: Renatą Przemyk, Mamadou Diouf (który jak zauważyłem jest chłopakiem/narzeczonym/mężem? Renaty Przemyk = razem bawili się potem na Seyni & Yeliba), Muńkiem Staszczykiem oraz Juniorem Stressem. Co do samego Habakuka - najmniej podobał się mi się tego wieczora, ponieważ było bardzo mało piosenek w ich wykonaniu, śpiewali głównie goście. Najlepiej z nich moim zdaniem wypadł Junior Stress, który rozbujał publiczność. Nie było źle ale też nie rewelacyjnie.

HABAKUK & Mamadou Diouf - “Niewidzialne”

HABAKUK & Muniek Staszczyk - “Miasto”

HABAKUK & Junior Stres

HABAKUK & Renata Przemyk - “Out Of Babylon”

Po koncercie znów był czas przerwy na piwko, a na „fajeczkę ” tym razem wybraliśmy się całą naszą szóstką RRR na ławeczkę w parku.

Kolejnym koncertem tego dnia był występ grupy Izrael. Jak dla mnie świetny koncert. Pełny pulsujących dźwięków i bujającego basu. Zdecydowanie lepszy występ niż Habakuka. Jedynie małą skazą było to, że mimo wywoływania przez 10 minut zespołu na bis …. bisa nie było.

IZRAEL “Nie poddawaj się” 

IZRAEL “Wolny naród”(2:09 widać Weedmana :P)

Potem była przerwa tylko na piwko, które wypiliśmy w sali obok szatni. Pożegnaliśmy się też z koleżanka matlus – Martynką, którą odprowadziliśmy na miejsce odbioru przez jej brata.

Ostatnim wykonawcą był nieznany dla mnie Seyni & Yeliba (Gwinea / Francja). Zespół reprezentuje afrykańskie roots reggae. Dla mnie występ rewelacyjny a brat który grał na „cymbałkach” nadawał całej muzyce specyficznego klimatu. Było również śmiesznie jak wokalista czytał z kartki, by potem móc wykrzykiwać „Dziękuje Dziękuje  Dziękuje Dziękuje ….” albo „Jak się macie?”. Koncert okazał się najlepszym tego wieczoru. No i oczywiście nie odbyło się bez bisu.

Seyni & Yeliba

Po koncercie razem z Zbychowcem i Rootsmanem poszliśmy na pieszo do domu. Przy wyjściu spotkaliśmy Tima, który było po kolejnych piwach i ledwo trzymał się na nogach. Biedny nie mógł iść na pieszo więc zostawiliśmy go po drodze na przystanku, na którym chyba dzwonił po taxi?:P Z dwójką z RRR, pożegnaliśmy się w okolicach Placu Grunwaldzkiego gdzie Zbychowiec i rootsman poszli szukać coś do jedzenia, ja z Kasią poszliśmy spotkać się z Menelem i Lukim w Przekręcie. Tam balowaliśmy dalej ….

Na podsumowanie parę zdań o organizacji. Plusy: muzyka, ochrona RESPEKT, cena biletu, brak tłoku w szatni, piwo nawet nie takie złe za 5zł. Małe minusy: nagłośnienie - jak dla mnie słabo było słychać wokalistów i bas mało wyrazisty.

Całość oceniam na 6 a dobrą zabawę zawdzięczam towarzystwu RRR, bez nich nie było by tak wesoło, pozytywnie oraz przyjemnie. Jeszcze raz pozdrowienia dla Weedmana jak i nowo poznanych osób: Zbychowca, UFO, rootsmana i matlusa (prawie taki sam nick jak mój:P).

Do następnego spotkania!